niedziela, 28 grudnia 2014

"Złodziej pioruna", czyli moje pierwsze spotkanie z Percym.

Autor: Rick Riordan
Tytuł: "Złodziej pioruna"
Tytuł oryginalny: "The Lighting Thief"
Wydawca: Wydawnictwo Galeria Książki
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy 1#
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 357
Gatunek: fantasy, powieść przygodowa, literatura dziecięca

Moja ocena: 6.5/10

Mitologia? Starożytni bogowie? Jeszcze parę dni temu powiedziałbym nuda. Ale dziś? Po przeczytaniu pierwszej części serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy zdałam sobie sprawę, jak bardzo się myliłam.

Percy jest normalnym dzieckiem i... Nie! Cofnij. Percy zdecydowanie NIE jest normalnym dzieckiem, ma ADHD, dysleksję, ale to nie to czyni go wyjątkowym. Percy Jackson jest herosem. Kim? No, nie udawajcie, że nie wiecie. Aż tak bardzo chyba nie spaliście na lekcjach historii. Heros to osoba półkrwi; w skrócie jednym z jej rodziców jest śmiertelnik, drugim bóg. I nie, wbrew pozorom Percy nie ma tysięcy lat, tylko kilkanaście. Jakim cudem? Już wyjaśniam. Starożytni bogowie wcale nie umarli, żyją we współczesny świecie, są obecni prawie na każdym kroku. Jak dawniej uwodzą śmiertelników, a dzieci z tych związków... cóż... jednym z nich jest właśnie główny bohater książki Złodziej pioruna.

Percy żył w kłamstwie przez dwanaście lat. Co roku wyrzucano go ze szkoły, co roku trafiał do nowej itd., aż pewnego dnia jego nauczycielka matematyki... wyparowała! Od tej chwili życie Percego zmienia się o 360 stopni. Chłopak dowiaduje się, że jest dzieckiem greckiego Boga, trafia do miejsca, gdzie współcześni herosi są szkoleni do wykonywania misji oraz by po prostu przeżyć. Jackson zostaje oskarżony o kradzież pioruna Zeusa, a rozgniewany Zeus to naprawdę spory problem, więc chłopak wraz z dwójką przyjaciół - satyrem Groverem oraz córką Ateny, Annabeth, wyruszają w podróż, by odnaleźć prawdziwego złodzieja pioruna.

Za mitologią, łagodnie mówiąc, nie przepadam. W tym przypadku autor wspaniale wplótł w najzwyklejszą młodzieżówkę bogów i herosów, i chwała mu za to. Bez tego książka już dawno leżałaby pod łóżkiem (bo za okno książek z biblioteki się nie wyrzuca:]). Udowodnił, że legendarne postacie także mogą być być interesujące (bo w to, że istnieją, to już nie uwierzę).

"-Walcz ze mną osobiście Aresie.
Roześmiał się, ale wyczułem w jego śmiechu cień... niepewności.
- Masz jeden talent, dziecko. Umiesz uciekać. Uciekłeś przed Chimerą.
Uciekłeś z podziemia. Naprawdę masz ikry."

Rick Riordan to autor znany, ceniony przez szerokie grono odbiorców. O jego książkach słyszałam już dawno. Bardzo dawno. Był jeszcze film, komiksy... Cóż tu dużo mówić, pomyślałam: Wstyd nie znać książek tego człowieka. Trochę się zawiodłam się, choć z perspektywy czasu widzę, że moje oczekiwania były zbyt duże. Okazało się, iż Złodziej pioruna to żadna górnolotna powieść, bliżej jej do opowiastek dla dzieci. Pewnie gdybym sięgnęła po nią kilka lat wcześniej byłabym zachwycona, teraz jednak czuję, że wyrosłam z takich bajkowych historii. Mimo wszystko przeczytam jednak drugi tom, choćby dlatego, by poznać dalsze przygody bohatera.

Choć powieść, która wyszła spod pióra Ricka Riordana, nie skradła mojego serca, z pewnością można zaliczyć do udanych. Będę miło wspaminać spędzone z nią święta. :)

środa, 24 grudnia 2014

Merry Christmas, czyli Literatka składa życzenia!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia nie będę życzyć Wam
zdrowia (choć jest ważne),
pieniędzy (bo one szczęścia nie dają; choć za pieniądze można kupić książki, a wtedy jest już bardzo blisko do szczęścia :])
ani pomyślności (wierzę, że i tak wszystko pójdzie po Waszej myśli).

Chciałabym Wam życzyć przede wszystkim uśmiechu na twarzy (uśmiechajcie się, nawet nie wiecie ile uroku wam to dodaje!),
wielkiej miłości (bo to ona nadaje życiu sens),
wspaniałych przyjaciół (bo nikt nie jest samowystarczalny),
spełnienia marzeń (choć niektóre są wspanialsze, gdy o nich marzymy, gdy się nie spełniają).

Uczniom - samych dobrych ocen,
maturzystom - łatwej matury,
studentom - zdanych sesji,
pracownikom - satysfakcji z tego, co robicie.

I nam, książkoholikom
wieeeelkich wyprzedaży książkowych,
pokaźnych stosików na koniec każdego miesiąca,
wspaniałych książek - (szkoda marnować czasu na gnioty!),
dużo czasu na czytanie,
księgarni obok domu (taniej!).

I w ogóle, w ogóle wszystkim wszystkiego naj!

Jeśli macie jakieś skryte marzenia i życzenia - pod nimi wszystkimi się podpisuję!



poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Zostań, jeśli kochasz". A ty, zostałbyś?

Autor: Gayle Forman
Tytuł: "Zostań, jeśli kochasz"
Tytuł oryginalny: "If I stay"
Wydawca: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Seria: Jeśli zostanę 1#
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 248
Gatunek: romans, dramat

Moja ocena: 7.5/10

Co dzieje się z człowiekiem po śmierci? Ciało zwykle trafia pod ziemię, ale dusza? W niektórych religiach wierzy się w reinkarnację - śmierć nie jest uznawana za koniec, każde kolejne wcielenie jest kontynuacją poprzedniego. Inni są przekonani, że dusza człowieka trafia przed sąd, następnie, w zależności od tego, jak człowiek postępował, dostaje się do raju lub zostaje na wieki potępiony. Ile religii, tle wizji, a może jeszcze więcej. Temat życia pozagrobowego jest niemalże nieskończony. Jednak przypadek, z którym spotkałam się w popularnej ostatnio książce Zostań, jeśli kochasz nie pasuje do żadnej z przedstawionych wizji.

Mia ma kochającą rodzinę... Nie, przepraszam. Miała. Miała dopóki pewnego ranka nie wsiadła do samochodu razem z bratem, mamą i tatą. Dopóki nie zderzyli się z tirem i nie zginęli w wypadku. Brzmi to jakoś szczególnie nadzwyczajnie czy interesująco? Macie rację, nie. Ale czy wspomniałam, że Mia wcale nie umarła? No właśnie. Nic też nie wskazuje na to, żeby dziewczyna żyła. Jest zawieszona pomiędzy dwoma światami - żyjących i umarłych. Funkcjonuje, ale nikt jej nie zauważa. Dotyka, ale nic nie czuje. Chce umrzeć, chce żyć, jednak nie może wyrwać się z tego dziwnego stanu, dopóki nie podejmie ostatecznej decyzji, dopóki nie będzie pewna.

"Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne."

Bohaterka, pozostając pomiędzy życiem a śmiercią wspomina dotychczasowe życie. Pierwszy pocałunek, egzaminy do Julliard School oraz inne wydarzenia z jej życia. Podróżuje do przeszłości, przeżywa na nowo to, co już odeszło, delektuje się chwilami spędzonymi z najbliższymi. Pokazuje, że jej ukochana muzyka nie tylko łączy, ale może także dzielić.

Dość ciekawy okazał się motyw muzyczny. Mia, jako zapalona wiolonczelistka, na co dzień obcowała z muzyką, dlatego czy tego chcemy, czy nie, podczas czytania wiele razy spotykamy się z tytułami utworów. Chociaż nie wysłuchałam wszystkich, o których jest wspomniane w lekturze, dodawały uroku. Widząc nazwę któregoś z nich, w mojej głowie od razu rozbrzmiewała muzyka.

Nie mam zbyt wielkiego porównania, bo dopiero od niedawna czytam na poważnie, jednak co do jednego jestem pewna: autorka ma talent. Pisze lekko i prosto, czyta się szybko. Wydaje się, że jej powieść jest wielokrotnie lepsza od (wybaczcie, ale trochę już przereklamowanych) książek Greena.

Mimo, iż do Zostań, jeśli kochasz podchodziłam z pewną obawą, okazało się, że martwiłam się zupełnie niesłusznie. Może i jest to zwykły romansik dla nastolatków, jednak odbiega od utartych schematów. Pomysł, jaki miała autorka, został w zupełności wykorzystany, nadał pozycji smaczku. Bo jak często mamy okazję stać z boku wraz z bohaterką/bohaterem. Zwykle to bohater znajduje się w centrum wydarzeń, a czytelnik z boku. Czytając, czułam się Mią.

Pomimo niezbyt wesołej tematyki, książka nie wywołała u mnie zbyt głębokich emocji. Wydaje się, że powinnam poczuć choć cień zadumy, jednak tak nie jest. Dlaczego? Może dlatego, że książka jest trochę zbyt słodka. Nie rozumiem trochę tych ochów i achów nad nią, ale już zdążyłam się przyzwyczaić, że popularne i wzruszające książki nie wywołują u mnie skrajnych emocji. Trochę szkoda, jednak powieść Pani Forman i tak bardzo mi się spodobała. Z niecierpliwością czekam na drugą część.

I pomyśleć, że po książkę sięgnęłam tylko dlatego, że koleżanki zachwycały się filmem. Cóż, jedna z nich przeczytała także książkę(!), jednak - wierząc jej - ekranizacja bardziej przemawia do odbiorcy. W takim razie i ja będę musiała poświęcić chwilę na obejrzenie, bo żeby film okazał się lepszy od książki - niezbyt często się zdarza.

Podsumowując: warto przeczytać. Powieść Gayle Forman + chwila wolnego czasu = zadowolony czytelnik.

wtorek, 16 grudnia 2014

Galopem przez życie. "Galop '44"

Autor: Monika Kowaleczko- Szumowska
Tytuł: "Galop '44"
Wydawca: Wydawnictwo Egmont
Data wydania: 30 lipca 2014
Liczba stron: 315
Gatunek: powieść historyczna, fantastyka

Moja ocena: 8/10

Dwaj bracia. Dwa światy. Jedno powstanie.

Są takie książki, które przyciągają nas do siebie. Widzimy okładkę i myślimy: O Boże, stworzona dla mnie. Czytając opis na okładce czujemy rytmiczne walenie serca, policzki stają się różowe, a w głowie kotłuje się jedna myśl: Czy moja biblioteka zlituje się nade mną i zainwestuje wreszcie w którąś z książek, o których marzę?

Niezbyt trudno się chyba domyślić, o jakiej książce myślałam. O Galopie '44, wokół którego swego czasu było troszkę szumu. Niedawno przypadała 70 rocznica powstania warszawskiego, więc rynek zalewały różnorodne powieści historyczne. Spośród wielu moją uwagę szczególnie przykuł właśnie ten tytuł. Dlaczego? Posłuchajcie.

Co robi w wolnym czasie rodzeństwo? Kłóci się. 13-letni Mikołaj i 17-letni Wojtek nie są wyjątkiem. Starszy ledwo toleruje młodszego, który zawsze musi coś strącić, zepsuć i zalać. Nic dziwnego, że Wojtek nie ma najmniejszej ochoty opiekować się Mikołajem, jednak gdy rodzice planują wyjazd, a bracia mają zostać sami w domu... nie może się nie zgodzić. Jednym z obowiązkowych punktów spędzania wspólnego czasu jest wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego. Podczas gdy starszy brat po raz setny ogląda kronikę, młodszy biega pośród eksponatów. Jakie zaskoczenia przeżywa Wojtek, gdy... widzi Mikołąja na ekranie. W dodatku podczas oglądania autentycznej kroniki! Pierwsza myśl: W co ON znowu się wpakował?! Zaskoczony postanawia jednak odszukać brata, ściągnąć z powrotem do domu i, niezbyt łagodnie przemówić do rozumu. Jednak gdy on też znajduje się po drugiej stronie nic nie idzie zgodnie z planem. Chłopcy wbrew wiszącej nad nimi groźbie śmierci, postanawiają zostać w powstaniu. Jak potoczą się ich losy?


"Wojtek rozmyślał, dlaczego nadal chce wracać do powstania, skoro
akurat nadarza się wyśmienita okazja, by zostać w bezpiecznym domu,
w sąsiedztwie pełnej lodówki, wanny z ciepłą wodą, telefonu i internetu.
Sam się sobie dziwił, że chce wracać do głodu, ostrzału i trupów na ulicach.
Wiedział jednak, że tego, co tam zobaczył i przeżył, nie dałby rady zapomnieć.
I za żadne skarby tego świata nie chciałby zapomnieć"

Postanie na Wojtka i Mikołaja wpłynęło bardzo. Zmienili się diametralnie, zmieniły się ich poglądy, nastawienie do życia. Udział w powstaniu był dla nich swoistą lekcją, nie tylko historii, ale właśnie życia. Poznali smak zwycięstwa i gorycz porażki. Myślę, że nie zaszkodziłoby, gdyby choć część dzisiejszej młodzieży przeniosłaby się na chwilę do tamtych czasów.

Każdy szanujący się czytelnik specjalizuje się w czytaniu jednego gatunku. Nie, może inaczej... Każdy ma jakiś ulubiony gatunek, którego może nie czyta najwięcej, ale gdy już uda mu się sięgnąć po książkę do niego należącą... raj! Do moich ulubionych, tych, które mogłabym czytać dzień i noc, należy fantastyka, ale nie samą fantastyką żyje człowiek, więc z równie wielkim uśmiechem na twarzy, zaczytuję się w powieściach historycznych. Kto potrafi sobie wyobrazić mój uśmiech, gdy wzięłam do rąk mieszankę polskiej historii i fantastyki?

Autorka musiała przestudiowała masę książek historycznych, przeprowadziła nie jeden wywiad z powstańcami i, ogólnie rzecz biorąc, odwaliła ogrom dobrej roboty. Ja, jako zapalona historyczka, z całą pewnością mogę stwierdzić, iż książka Pani Moniki jest jednym wielkim sukcesem.

Bohaterzy powieści również nie są banalni i schematyczni. Wojtka i Mikołaja po prostu nie da się nie lubić. Stanowią swoje dokładne przeciwieństwo, lecz każdy ma w sobie coś takiego, co do nich przyciąga. Gdyby istniała nagroda za wykreowanie najlepszego bohatera książkowego, z dumą wręczyłabym ją właśnie Pani Monice!

Ale, ale... Książek idealnych nie ma. Coś, co nie daje mi spokoju, to sposób przedostawania się chłopców pomiędzy dwoma światami. Kanały? Idea może i interesująca, ale troszkę naciągana oraz niedopracowana. Mankament ginie jednak w ogólnym rozrachunku, ponieważ Galop '44 to książka przede wszystkim mądra. A takich obecnie brakuje.

Nie żałuję ani sekundy spędzonej z powieścią. Historia przedstawiona w niej to nie suche fakty, przyczyny i skutki, o których uczymy się w szkole na lekcjach historii. To przede wszystkim ludzie, którzy także chcieli żyć. Autorka mistrzowsko wplotła w powieść miłość, przyjaźń, odwagę, męstwo, smutek, żal, humor, poświęcenie i ryzyko. Mieszanka wybuchowa.

Galop '44 nie jest jedną z takich książek, które po przeczytaniu pozostawiają czytelnika z obojętną miną. Mimo, iż lektura nie dostarcza wygórowanych emocji, pobudza do myślenia. Piękna, przepiękna opowieść, która powinna zostać włączona do kanonu lektur szkolnych. Żywo zaprzecza stwierdzeniu, jakoby historia miałaby być prozaiczna i monotonna.

czwartek, 11 grudnia 2014

"Dawca". Ostrzeżenie dla tych, którym powierzamy przyszłość

Autor: Lois Lowry
Tytuł: "Dawca"
Tytuł oryginalny: "The Giver"
Wydawca: Wydawnictwo Media Rodzina
Seria: Dawca 1#
Data wydania: 20 sierpnia 2014
Liczba stron: 206
Gatunek: dystopia, antyutopia, science fiction

Moja ocena: 6/10

Wiele książek zostało nagłośnionych przez media, pisano o nich na portalach, recenzowano na blogach. Było wokół nich wiele szumu, czasami tyle, że tytuły wychodziły niektórym uszami. Powieści te niejednokrotnie zekranizowowano, budząc u książko amatorów i książkoholików ogromny, nieznośny głód książkowy. Czy możliwe, żeby 'sławna' powieść okazała się... nijaka?

Jedną z takich - w moim mniemaniu - książek jest Dawca. Bo, powiedzmy sobie szczerze, kto nie słyszał o filmie Dawca Pamięci? Kto choćby przez chwilę, nie zawiesił oka na okładce książki w empiku lub w internecie? Kto nie zerknął na zwiastun udostępniany na wszelkich możliwych stronach? Przyznawać się! Takich osób nie będzie dużo.

Idealnie... Czy tak na prawdę? Jedzenie przynoszone pod nos, doskonale dobrana praca, stworzone przez komisję małżeństwa, brak rozwodów i bezrobocia, brak problemów, itd, itp... Jednym słowem - żyć nie umierać! Ale czy na pewno? Świat bez uczuć, wspomnień, miłości, prawa decydowania o własnym życiu. W takim otoczeniu na co dzień przebywa Jonasz. Wszyscy posłusznie i bez pytań wykonują swoje zadania, powtarzając machinalnie: Przeprosiny zostały przyjęte. Gdy chłopak wraz z upływem czasu poznaje prawdę, musi dokonać wyboru, który zmieni na zawsze jego życie. Czy jest na to gotowy?

Pani Lois z pewnością trzeba pogratulować jednego - pomysłu. Oryginalny, odbiegający od utartych schematów, można powiedzieć - nietuzinkowy, ale... niezbyt dobrze wykorzystany. Bo czy tylko mi się wydaje, że na 206 stronach nie można oddać w pełni uroku powieści? Choćby był nie wiadomo jak genialny... No way. 

"Miażdżony bólem, godzinami leżał w straszliwym smrodzie, słuchając,
jak giną ludzie i zdychają zwierzęta, aż dowiedział się, co to znaczy wojna."

Wychodząc z Dawcą z biblioteki byłam, cóż tu dużo mówić, przeszczęśliwa. Ba! Ja z niej nie wychodziłam - ja unosiłam się nad ziemią. Jednak już po pierwszych paru stronach lektury zrozumiałam, że coś tu jest nie tak jak trzeba. Z każdą kolejną stroną w głowie kołatała mi się myśl: czy coś się wreszcie zacznie dziać?! Nie czułam dreszczyku emocji, nie przeżywałam wraz z Jonaszem przygód. Po prostu czytałam to, co zostało napisane. Nigdy pomiędzy wierszami.

Z bólem serca muszę przyznać, że książka nie sprostała moim oczekiwaniom. Okazała się zbyt monotonna i bezbarwna. Pozostaje mi wierzyć, że film został nakręcony na wyższym poziomie (choć to nie zdarza się zbyt często). Z pewnością nie jest to lektura dla osób lubiących adrenalinę - to tekst na wyciszenie, uspokojenie i, być może, krótką refleksję przed snem.