Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paranormal romance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paranormal romance. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

Who is Mara Dyer? Mara Dyer. Tajemnica

Autor: Michelle Hodkin
Tytuł: ,,Mara Dyer. Tajemnica"
Tytuł oryginalny: ,,The Unbecoming of Mara Dyer"
Wydawca: Grupa Wydawnicza Foksal; Wydawnictwo YA!

Seria: Mara Dyer 1#
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 411
Gatunek:  literatura młodzieżowa, paranormal romance, romans, thriller, horror, new adult
Moja ocena: 8/10


Wśród różnorodnych powieści są takie, które przyciągają jak magnes. Wywołują tymczasowy zawrót głowy, wpływają na znaczne ograniczenie kontaktów towarzyskich. Pierwszy z brzegu przykład? Mara Dyer. Tajemnica.

Mara Dyer budzi się w szpitalu podłączona do tysięcy rurek. Nie pamięta co się stało ani jak się tam znalazła. Prawda okazuje się być wstrząsająca - w wypadku, z którego ona ocalała, zginęli jej przyjaciele. Mara próbuje rozpocząć nowe życie i prawie jej się to udaje. Prawie, bo w nowej szkole spotyka chłopaka mieszającego w głowie wszystkim dziewczynom, z czego ona wyjątkiem nie jest. Jakby tego było mało, dziewczyna zaczyna widzieć zmarłych przyjaciół, a w jej najbliższym otoczeniu dochodzi do kilku tajemniczych zgonów. Mara nie wie kim tak naprawdę jest i co powinna zrobić.

,,- O Boże, prześladujesz mnie jak zaraza! - warknęłam.
- Kunsztownie wymyślona, koronkowo subtelna i totalnie epicka alegoria dysonansu poznawczego - orzekł. - Cóż, dzięki. To jeden z najbardziej wyszukanych  komplementów, jakie usłyszałem."

Autorka pisze zdecydowanie wyjątkowo, używa słów niezbyt popularnych w zwykłych młodzieżowkach. Lecz kto kto powiedział, że Mara Dyer. Tajemnica jest jedną z tych zwykłych młodzieżówek? Nieprzeciętna historia stworzona przez Hodkin wyróżnia się wśród szerokiego wachlarzu książek oferowanych dla nastolatków. Michelle wplotła w fabułę retrospekcje z tragicznej w skutkach nocy, tym samym pobudzając u czytelnika wyobraźnię i sprawiając, by zaczął się zastanawiać co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni szalonej bohaterki. Brutalnie łamiąc utarte schematy pokazała, że bestseller nie musi nię na nich opierać.

Powieść Michelle Hodkin zaliczana jest do różnych gatunków, między innymi do New Adult i paranormal romance. Sama nie wiem, do którego z nich z czystym sumieniem mogę ją przyporządkować. Można ją podpiąć pod thriller, atmosfera powieści w niektórych momentach jest rodem z horroru. Tajemnicza intryga opleciona romansem. Iście wybuchowa mieszanka, którą czyta się jednym tchem. Chwilami miałam ochotę wpełznąć pod kądrę, zapalić światło i...  czytać, czytać, czytać! Z trudem odkładałam ją w środku nocy, jedynie racjonalność kazała mi iść spać. Takie lektury wszyscy uwielbiamy!

Tudzież chciałabym dać cenną radę wszystkim, którzy dopiero rozpoczną swoją przygodę z Marą: nie zerkajcie w trakcie czytania na ostatnie strony. Ja niestety tak zrobiłam, popełniłam straszliwy błąd. Muszę zacząć się leczyć, bo straszna choroba, jaką jest czytanie zakończeń w trakcie pochłaniania całości już nie raz zepsuła mi radość z zakończenia. A w tej książce jest doprawdy zaskakujące!

Czytałam ją rano przed szkołą, w  szkole, po szkole, wieczorem i nocą. Czytałam nawet podczas smażenia naleśników, co naprawdę mi się często nie zdarza. Powieść Hodkin kusi, a jeśli dasz się skusić, nie pozwoli ci się oderwać. Trzyma w napięciu, nie wypuszcza ze swych sideł. Coś wspaniałego, pochłonie nie tylko nastolatki, ale i miłośniczki (lub miłośników - panów również zachęcam do odkrycia tajemnicy Mary) romansów, zawiłych intryg oraz tajemnicy. Chyba nie muszę dodawać, że polecam?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Cena odwagi czy głupoty?

Autor: Ewa Seno
Tytuł: "Cena odwagi"
Wydawca: Wydawnictwo Ferria Young
Seria: Antilia 2#

Data wydania: 16 października 2014
Liczba stron: 331
Gatunek:  literatura młodzieżowa, paranormal romance, fantasy, romans
Moja ocena: 9/10


Recenzja pierwszego tomu <klik>

W środę trzeba iść do szkoły po prawie trzytygodniowej przerwie? W piątek test z - bagatela - nieco ponad 1300 słówek na angielskim i ostateczny termin oddania pięciu listów? Pasowałoby się już zacząć uczyć? No to powodzenia. W takiej sytuacji właśnie jestem i jakoś nie mogę sobie wyobrazić, bym mogła porzucić książkę i chwycić w ręce podręcznik. Ja można w ogóle myśleć o szkole, gdy ma się obok siebie TAKIE książki? Z własnego doświadczenia wiem, że łatwiej upychać myśli o nadchodzącym końcu semestru w zakurzonych, zapomnianych otchłaniach wypełnionego autorami, tytułami i datami nadchodzących premier mózgu.

Życie potrafi zaskoczyć. Nina już wie, że nie jest zwykłą dziewczyną. Właściwie jest niezwykłą królewną rodu Mendelaview - Antilią. Doskonale zdaje sobie sprawę, że w Alexusie ma wielkiego wrogia, a jej obowiązkiem, jako przyszłej królowej, jest powstrzymanie go przed przejęciem kontroli nad Wszechświatem. Dziewczyna wraz z przyjaciółmi wyrusza w podróż, by znaleźć sojuszników i nauczyć się panować nad swoimi mocami. Nina - bo jakoś nie umiem nazywać jej Antilią - nie ma pojęcia co ją czeka podczas wędrówki, jakie decyzje będzie musiała podjąć i do czego się posunąć. Gdyby wiedziała, co ją czeka... Gdyby wiedziała, to pewnie rzuciłaby wszystko i próbowałaby wrócić do normalnego życia. Jednak podjęła się ciążącego na jej barkach zadania i chce je wykonać jak najlepiej.

Przemierzając Wszechświat bohaterowie odwiedzają różne zakątki - królestwo elfów, mroczny las viperów. Trzeba pamiętać, że są tylko nastolatkami, a ten wiek rządzi się swoimi prawami. Czyhające zewsząd niebezpieczeństwa, to nie największe z problemów. Co zrobić, gdy serce nie sługa?

"Jeśli raz obrało się drogę, w której priorytetem jest życie innych, wszelkie uczucia
trzeba zepchnąć na bok, a pozostawić jedynie uczucie odpowiedzialności."

Do pierwszego tomu serii Antilia podchodziłam z entuzjazmem. Nie zapoznałam się wcześniej z opiniami na temat tej książki, więc nie miałam powodów, by traktować ją inaczej niż inne powieści, do których czytania się zabieram. Muszę przyznać - nie zawiodłam się. Gdy Cena odwagi trafiła moje ręce, odstawiłam ją na półkę i pewnie by tam stała jeszcze dość długo, gdybym miała co czytać. Ale, że w okresie świątecznym biblioteka często bywa zamknięta... Zaryzykowałam. Pomimo recenzji traktujących o spadku poziomu serii, tłumnie ostatnimi czasy podbijających internet, wzięłam się za powieść Ewy Seno z zamiarem: dwa, góra trzy rozdziały. I co? Przepadłam. Ponad 300 stron pochłonęłam w jeden dzień - a nieczęsto mi się to zdarza!

Chociaż momentami zastanawiałam się, czy Nina jest tak odważna, czy tak strasznie głupia, muszę przyznać, że nie jest już tą rozwydrzoną dziewczynką z pierwszego tomu. Zmieniła się, zmienił się jej sposób patrzenia na niektóre sprawy, ale cięty język pozostał. I bardzo dobrze! Zresztą nie wyobrażam sobie, by Nina mogła spoważnieć i wyrażać się po królewsku. A tak na marginesie - tudzież bezpośredni zwrot do autorki -  w trzeciej części poproszę więcej tego kochanego, sarkastycznego Nicka. Bez niego... Bez niego i jego ciętych uwag, te książki to nie to samo.

"-Nie, kwiatuszku! To ty tak postanowiłaś. Ja tylko przyjąłem to do wiadomości.
Nigdy nie mówiłem, że się zgadzam, a tym bardziej, że się dostosuję."

Byłam - i nadal jestem - zaskoczona. Coś tak nierealistycznego normalnie nie zdobyłoby aż tak wielkiego uznania w moim ścisłym umyśle. Nawet irracjonalność niektórych wydarzeń nie przyprawia o mdłości i palpitacje serca - iście bajkowy klimat otaczający powieść nie daje takiej możliwości. Świat przedstawiony w książce, to mieszanka Zmierzchu, Nibylandii, Witch (pamiętacie taką bajkę?) i Wróżek. I sama jestem niemało zaskoczona, jak bardzo udana.

Z czystym sercem polecam i z niecierpliwością oczekuję na trzeci i niestety już ostatni tom serii Antilia. Kto wie, jakie przygody spotkają Ninę tym razem?

wtorek, 16 września 2014

"Tatuaż z lilią" - klucz do Antilii.

Autor: Ewa Seno
Tytuł polski: "Tatuaż z lilią"
Wydawca: Wydawnictwo Ferria
Seria: Antilia 1#
Liczba stron: 282
Gatunek:  literatura młodzieżowa, paranormal romance, fantasy, romans
Moja ocena: 8/10



Chcielibyście mieć tatuaż? Domyślam się, że odpowiedzi będą tutaj mieszane. Takie życie – jedni są przeciwnikami, inni zwolennikami rysunków na ciele i nic tego nie zmieni. Ale, czy gdybyście mieli możliwość zrobienia sobie tatuażu za darmo skorzystalibyście?
Nina Keler ma osiemnaście lat. Jest bogata, ma przystojnego chłopaka i najlepszą przyjaciółkę.  Wiedzie spokojne życie aż do czasu, gdy w dniu jej 18 urodzin ginie jej ojciec, a ona nakrywa swoją najlepszą przyjaciółkę w łóżku z jej chłopakiem. JEJ chłopakiem. Wtedy wszystko się rozpada – wymarzona impreza urodzinowa zamienia się w koszmar. Dziewczyna przemoczona i zziębnięta trafia do salonu tatuażu i poznaje Tediego który w ramach prezentu urodzinowego robi jej tatuaż z lilią. Nina jeszcze tego nie wie, ale to nie jest zwykły tatuaż. To magiczny tatuaż, który na zawsze odmieni jej losy. Gdy przeprowadza się do ciotki do Stanów Zjednoczonych, w rzeczywistości przenosi się dużo dalej…
Po książkę sięgnęłam z zainteresowaniem, ale bez większych oczekiwań. Jakie są moje wrażenia? Jeśli ktoś nie przeczyta opisu na okładce, nie będzie się spodziewał, że w książce będą występować wątki paranormalne. Pojawiają się ono stosunkowo późno: o Antilii dowiadujemy się dopiero grubo po połowie powieści, ale i tak nie znajdujemy wielu informacji o niej. Muszę przyznać, zaintrygował mnie ten świat i z chęcią poznam go bliżej. Oby autorka bardziej rozwinęła ten wątek w kolejnych częściach.

Miłość to jeden z tematów który przez wiele stron był na pierwszym planie. Nina wahała się między jednym, drugim a trzecim panem. Tu wahała się czy pocałować pierwszego, tu całowała drugiego, tam miała wyrzuty sumienia, bo pocałowała trzeciego. Trochę za duża niestałość uczuć jak na mój gust, ale jednocześnie miło się o tym czytało. Podobała mi się także szczypta ironii w wypowiedziach bohaterów, czytając na mojej twarzy często gościł uśmiech.
Książka jest pisana w narracji pierwszoosobowej, którą uwielbiam, bo możemy poznać bohatera, utożsamić się z nim. Czytając miałam wrażenie, że wiem co bohaterka zaraz pomyśli. I rzeczywiście! Nina jest postacią przewidywalną, nieskomplikowaną. Można łatwo przewidzieć jej posunięcia. Zwykła nastolatka, której życie nie oszczędzało, jednak pomimo posiadania wielkiej fortuny nie zachowuje się jak rozpieszczona lala. Nie wzbudziła zbytnio ani mojej sympatii, ani niechęci. Jest po prostu taka… uniwersalna i nic do niej nie mam. Pani Ewa wykreowała za to ciekawych bohaterów drugoplanowych. Czytając błagałam w duchu, by było ich jeszcze więcej. Stworzenie trzech tajemniczych chłopaków było doskonałym pomysłem i z całego serca za to dziękuję. :D
Ewa Seno, jak na początkującą pisarkę, wykonała bardzo dobrą robotę. Miała dobry pomysł na książkę i dobrze go wykorzystała. Mimo, iż na początku wydawało mi się, że wszystko dzieje się trochę za szybko, potem nie miałam już takiego wrażenia. Akcja raz toczyła się szybko, raz zwalniała – to normalne. :) Z każdą stroną coraz bardziej zagłębiałam się w stworzony przez autorkę świat. Z przyjemnością śledziłam losy głównej bohaterki, jej przyjaciół oraz wrogów.
W dzisiejszych czasach czyta mały odsetek młodzieży. Polscy pisarze są na wymarciu. Dotychczas do moich ulubionych polskich autorów należał jedynie Rafał Kosik i Ewa Nowak. Ewa Seno zajmuje następne miejsce na tej liście, przywróciła mi wiarę w polskich autorów. Mam nadzieję, że więcej początkujących polskich pisarzy się wybije i stworzy fantastyczne światy, które z przyjemnością będziemy poznawać.
Na początku do „Tatuażu z lilią” byłam nastawiona negatywnie. Gdybym go nie wygrała w konkursie to raczej bym go nie przeczytała. No dobra, nie oszukujmy się, na pewno bym go nie przeczytała. Wygrana to był mój klucz do magicznej Antilii i z niecierpliwością oczekuję na dalsze losy Niny i jej towarzyszy. Książkę polecam każdemu, kto chce przeczytać lekką, ale nie banalną lekturę i oderwać się od rzeczywistości.
Recenzja została opublikowana na poprzednim blogu.
Ps. Pozwólcie, że zadam jeszcze jedno pytanie: czy gdybyście teraz mieli możliwość zrobienia sobie darmowego tatuażu – tak jak Nina – skorzystalibyście?