Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narkotyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narkotyki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 września 2014

"My, dzieci z dworca Zoo" - wyznania nastoletniej narkomanki.

Autor: Christiane Vera Felscherinow
Tytuł polski: "My, dzieci z dworca Zoo"
Tytuł oryginalny: "Wir Kinder Vom Bahnhof Zoo"
Wydawca: Wydawnictwo ISKRY
Data polskiego wydania: 1987; 1990; 1997
Liczba stron: 222
Gatunek: biografia, autobiorafia, pamiętnik, literatura młodzieżowa
Moja ocena: 6/10

Wybranie pierwszej książki do zrecenzowania na blogu wcale nie jest takie łatwe! Wbrew pozorom ma to znaczenie - bo, jak mówią, najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Chciałam, żeby pierwsza recenzja opisywała książkę dla każdego. Dla nastolatków, starszej młodzieży, dorosłych i tych w podeszłym wieku. Wydaje mi się, że taką znalazłam.

Życie nie jest i nigdy nie było łatwe. Młodzież często (nawet bardzo często) narzeka na szkołę, nauczycieli, rodziców, księży... Na wszystko, co się da. Wiem coś o tym. Bo nie mają nowego telefonu. Bo znowu dostali pałę. Bo trzeba chodzić do kościoła. Bo trzeba pozmywać naczynia. Bo za dużo nauki. I od tych "wielkich" problemów uciekają w różne środowiska, dołączają do różnych paczek, gangów osiedlowych, zgrupowań.

Zachodni Berlin, lata 70 XX wieku. Kilkuletnia Christiane F. przeprowadza się wraz z rodzicami i młodszą siostrą na osiedle Gropiusstadt w poszukiwaniu lepszego życia. Niestety, planowany biznes nie wypala, ojciec zaczyna coraz częściej i bardziej się upijać, a matka, chcąc jakoś utrzymać rodzinę, coraz więcej czasu spędza w pracy. Mała Christine spędza czas na placu przed blokiem i popada w złe towarzystwo. Z każdym dniem więcej czasu spędza poza domem, pyskuje nauczycielom. Dziewczynka nie zdaje sobie sprawy, że to, co ją tak bardzo pociąga i intryguje jest w rzeczywistości morderczym wyścigiem, na końcu którego czeka śmierć.

Książka jest tak napisana, że czyta się ją wolno. Zauważyliście, że niektóre książki czyta się wolno, poważnie, może nawet monotonnie, a inne szybko, z napięciem i z uśmiechem na twarzy? "My, dzieci z dworca Zoo" należy do tej pierwszej grupy i z pewnością jest to zaletą. Mimo iż wolę książki z wartką akcją, biografię Christine czytałam z zainteresowaniem. Nie nudzi, a jednocześnie zmusza do refleksji nad życiem. Myślę, że da więcej, niż pogadanka w szkole typu "narkotyki to zło" i "nawet nie próbujcie ćpać". Po takich gadkach nasuwa się raczej na myśl wniosek typu: "próba nie strzelba", czy "to wcale nie jest takie niebezpieczne, co oni tam wiedzą". Mi samej, na takich kazaniach śmiać się chce. Zwłaszcza z głupoty tych, którzy wymyślili tą ideę. Raz (jeden, jedyny raz) wychowawca włączył nam na godzinie wychowawczej film o zgubnych skutkach alkoholu i narkotyków. I z pewnością miało to większy wpływ na klasę, niż to całe gadanie.

"Christiane F. chciała tej książki, ponieważ jak niemal wszyscy narkomani odczuwa przemożną chęć przełamania wstydliwej zmowy milczenia wokół plagi tego nałogu wśród dorastającej młodzieży. (...) Załączone wypowiedzi matki Christine oraz innych osób, z którymi się kontaktowała, mają służyć rozszerzeniu perspektywy i pomóc głębiej zrozumieć istotę problemu narkomani."

Bez wątpienia biografia Christiane to bardzo poważna książka. Została napisana, by przestrzec przed narkotykami ludzi - głównie młodych - lecz nie wiem czy do końca spełnia swoje zadanie. W moim odczuciu niektóre fakty mogą nawet zachęcać do eksperymentowania z narkotykami, jednak biorąc pod uwagę całość opowiedzianej historii i dogłębnie ją analizując, całkowicie odrzuca od używek.

"My, dzieci z dworca Zoo" to jedna z takich książek, które każdy w swoim życiu powinien przeczytać. Może nie wstrząsa czytelnikiem, ale na pewno dogłębnie porusza. Polecam!